piątek, 11 października 2013

Rozdział 10.2

Łapcie drugą, nudną część ;__; Osobiście jestem z niej niezbyt zadowolona .
Basiek, nie fochaj się już ;*
*************************************
Fred ruszył za Hermioną. Poruszał się cicho i bezszelestnie, tak, aby dziewczyna go nie usłyszała. Gryfonka stanęła. Rudzielec wskoczył za drzewo i z ukrycia obserwował dalsze zdarzenia.
***
Hermiona już z daleka widziała Malfoya. Szedł powoli, był dziwnie tajemniczy. Szatynka ruszyła w jego stronę.
-Draco!-krzyknęła, machając ręką.
Chłopak zmarszczył brwi.
-Granger? Co ty tu robisz? Myślałem, że siedzisz z Potterem i łasicami w Trze...
Nie dane mu było dokończyć, ponieważ Hermiona przerwała to pocałunkiem. Blondyn mruknął coś, ale nie odskoczył, tylko przyciągnął Gryfonkę bliżej. Dziewczyna delikatnie wysunęła mu z kieszeni książeczkę i wrzuciła do otwartej torby. Zawyła w myślach z triumfem.
Próbowała się odsunąć, ale Draco trzymał ją mocno. Prawą rękę trzymał na jej karku, lewą obejmował dziewczynę w talii. O dziwo, całował dobrze. Nie ślinił się ani nie wpychał Hermionie języka do gardła. Całował z pasją, triumfem, smakował wiśnią i whisky. Bała się tego, co nastąpi, jeśli ktoś to widział. Bała się, co zrobi Malfoy. Ale najbardziej bała się tego, iż miała ochotę oddać ten pocałunek, chociaż wiedziała, że nie może.
Gryfonka zebrała się w sobie i odepchnęła chłopaka, aż ten upadł w kałużę. Spojrzał się na nią z dziwnym rozczarowaniem w oczach, po czym wstał, zły, mokry, upokorzony, i ruszył w stronę zamku.
Hermiona z wrażenia opadła na ławkę.
Całował tak niewiarygodnie, tak wspaniale, słodko i z nutką ostrości... Głupia! Zostaw Malfoya! Masz książkę - to jest ważne ! W dodatku jest Fred - podoba ci się, tak? No więc tego się trzymaj.
Wstała i ruszyła drogą w stronę Trzech Mioteł. Był na niej ktoś jeszcze - wysoki rudzielec w czarnym płaszczu, niosącego w ręku pudełko Fasolek Wszystkich Smaków...
-Fred!- krzyknęła, biegnąc w jego stronę.
Chłopak przyspieszył.
-Fred!
Jeszcze szybciej.
-Fred, mówię do ciebie!- krzyknęła, zatrzymując się przed nim.- Powiesz coś...?
-A co mam mówić?!- wrzasnął nagle.- Idę za tobą, a ty liżesz się na środku drogi z Malfoyem!
Hermiona zbladła.
-Ty... Widziałeś?
-Tak! Wyobraź sobie, że tak!
-Freddie, to nie tak, jak...
-Daruj sobie! Ja już wszystko wiem!
-Nic nie wiesz! Ja... Ja musiałam!
-Niby dlaczego?!
Ręka szatynki powędrowała do torby.
Twoja misja ma pozostać tajemnicą.
-Ja nie mogę powiedzieć...
-Więc zejdź mi z oczu.
-Nie, proszę, nie idź!- szatynka złapała rudzielca za płaszcz.
Fred spojrzał jej w oczy. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i była gotowa mu wszystko wyznać.
Ale potem wszystko działo się za szybko.
Znikąd pojawili się Śmierciożercy. Było ich piętnastu. Otoczyli dwójkę przyjaciół.
- Hermiono, schowaj się za mną!- warknął Fred, wyciągając różdżkę.
Szatynka wskoczyła za niego, ale nie miała zamiaru się chować. Także wyciągnęła różdżkę z kieszeni i stanęła w gotowości do walki.
Posypały się zaklęcia. O dziwo, nie padała Avada Kedavra. Hermiona walczyła z uporem, ale nawet najzdolniejsi się męczą, a ona przecież Mistrzem Pojedynków nie była. Znalazła dziurę w szyku Śmierciożerców, pociągnęła Freda za łokieć, i po chwili już uciekali w stronę zamku.
-Petrificus Totalus!- usłyszała głos za sobą, a po chwili ręka Freda, którą uparcie ściskała, zrobiła się nienaturalnie zimna i ciężka. Chłopak upadł zdrętwiały na ziemię.
-Nie!- wrzasnęła, lądując tuż obok rudzielca. Zdążyła schować różdżkę do kieszeni, zanim podeszli słudzy Voldemorta.
-Chłopaka zostawić, ją zabrać.
Gryfonka próbowała walczyć, ale ona sama przeciwko piętnastu mężczyzn... Wynik był już przesądzony. Poczuła, jak coś ciężkiego uderza ją w tył głowy, a potem była już tylko ciemność...
***
Biały sufit, białe ściany... Skrzydło Szlitalne. Fred powoli otwierał oczy. Rozejrzał się wokoło. Na krześle obok szpitalnego łóżka spała Ginny, po drugiej stronie siedział George.
-Pani Pomfrey, obudził się -krzyknął, widząc otwarte oczy brata.
-Och, dobrze, dobrze- pielęgniarka podeszła do łóżka. Uniosła głowę Freda i przyłożyła mu różdżkę do oka.
-Widzisz wszystko wyraźnie? Boli cię głowa?
-Nie, wszystko w porządku...
-Muszę cię chyba jednak zostawić tu na parę dni...
-Nie będzie takiej potrzeby, Poppy- Dumbledore wszedł do pomieszczenia.- Chłopak jest zdrowy.
Pielęgniarska prychnęła z pogardą, ale wykreśliła coś na podkładce.
-Fred- Dunbledore siadł na krześle obok łóżka.-Opowiedz mi, co się stało.
Rudzielec podniósł się do pozycji siedzącej i zaczął mówić:
-Było ich dziesięciu, nie... Piętnastu. Śmierciożercy. Pojawili się  znikąd i zaatakowali. Próbowaliśmy się bronić, ale było ich za wielu, zbyt duża siła. Otoczyli nas, na szczęście Hermiona znalazła lukę w ich szuka i pobiegliśmy w stronę zamku. Pamiętam, że byliśmy już prawie przy bramie, ale potem nic. Hermiona... Hermiona! Gdzie ona jest?!
Ginny położyła mu rękę na ramieniu.
-Nie było jej przy tobie.
Dumbledore pogładził brodę.
-Obawiam się najgorszego, mój drogi- powiedział dyrektor.- Pannę Granger zabrali śmierciożercy.